szarownica blog

Twój nowy blog

Syzyf

2 komentarzy


jesteśmy tylko zlepkiem szkiełek kolorowych snów naszych roztrzaskanych z hukiem przez rzeczywistość..  które uporczywie dzień po dniu próbujemy znów złożyć w całość


ponad osiemdziesiąt dwa tysiące odpowiedzi na hasło Syzyf w wyszukiwarce

 Google


jest nas tak wielu

tak wielu Syzyfów

bez gór

bez głazów


w najmroczniejszych zakamarkach Twoich ramion

skrywa się ten wers przez mnie upragniony

zmieszany z zapachem Twojego potu

mokry od moich łez

splątany z dniem wczorajszym

w supeł złudzeń koloru Twojej koszuli

warkocz

Brak komentarzy


wiatr warkocze mi zaplata
kiedy będę stara
warkocz moich marzeń osiwiałych
sięgnie władywostoku…
czemu tylko tam?
wiesz… nie chcę włosów zamoczyć

mój bastion

1 komentarz

Mój bastion

To miasto

W którym płaczę

W którym się śmieję

Długie szale światła latarni

Na ciemne ulice rzucane

Kiedy mrok rozrywasz

Sztyletem euforii

Kiedy mrok otula cię

Ramieniem szorstkim

 

Mój bastion

To miasto

Które częściej płacze niż się śmieje

Szale światła latarni przez mrok rozszarpywane

Gdzie mrok euforie mieczem tępym ucina

Gdzie mrok przygniata klęską jedwabną

 

Mój bastion

To miasto

Cela z lukru
Kajdany z czekolady

Siedzę nad pustą kartką
Noc ramieniem gwieździstym mnie oplata
Śmierć nie istnieje
Gdy życie czerwienią krwi w żyłach pulsuje
Szum ciszy
Gwar miasta
Chłód ulicy
Twoje dłonie w nicość odrzucone

„Nowe życie”

3 komentarzy

Co pisać
Kiedy brak słów
Gdy serce
I dusza pustką wypełnione
Po brzegi
Po koniuszki palców

Myśli uciekają
Nie panuję nad nim

Nie jestem w stanie
Stworzyć nic
Co było by godne
Poety
Którym się zwałam
Którym w jednej chwili być przestałam

Zmieniłam życie
Świat stary obaliłam
Lecz dziś chcę wrócić
Lecz dziś nie ma do czego wracać
Został żal
I żałoba po życiu
Moim
Które w gniewie zdeptałam….

***

4 komentarzy

Gnijące gwiazdy

Każda droga do życia
Czarnym szlakiem jest znaczona

Niepewność przeze mnie śniona
Zamknięta w pigułce nocy
Trujący nektar niesie
Wprost do organizmu piekieł

Jak długo przyjdzie mi żyć
W ciemności świecie
Kiedy wkoło jasność rozkwita

Pośród dotyków dłoni
Palce zręcznie
Uwiły pajęczynę tajemnicy
Jak zatruty musi być jad pająka
Który po niej stąpa

Nie jest on w stanie
Uwić słów drążących moją głowę
Ani odnowić czasu
Który w mojej pamięci
Pękł na pół

Jak mogłam pomyśleć
Że wieczność mnie uchroni
Przed objęciami zapomnienia
Kiedy chwila tak błogo
Po mojej dłoni kroczy
Wirując w piruetach minut

Czas przecież nie umiera
Tylko starzeje się po nieskończoność

Trzeba wyrwać historię
wrośniętą w ludzką skórę
Razem z cebulkami włosów
wydepilować wielopokoleniowe
doświadczenia
Zrobić peeling by
naskórek nacjonalizmu
razem z wodą spłukać
Do kanalizacyjnych rur
I nawilżyć swój umysł
balsamem odrodzenia
moralnego
i skronie skropić
perfumami altruizmu
Tak trzeba
dokonać kosmetycznych
Przemian naszego człowieczeństwa…

***

3 komentarzy

Psy mi noce jadły

Wyjąc od tej trucizny po wieczność

Na wylot strachem mnie przeszyły

Aportując moje myśli

Kły gubiły krwawiąc przeze mnie

Szczerbate pana wypluły

Na świat ponury


  • RSS